Łódzka Organizacja Turystyczna

#ŁódźzKanapy - Bomba w górę! - historia wyścigów konnych w Rudzie Pabianickiej

Aby poznać historię toru wyścigów konnych w Rudzie Pabianickiej musimy cofnąć się do końca XIX wieku.

Konie podczas gonitwy
Konie podczas gonitwy, fot. Łódź w ilustracji 1929

Inicjatorem budowy toru do wyścigów konnych był syn łódzkiego fabrykanta Juliusza Heinzla – Juliusz Teodor Heinzl. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych XIX stulecia założono w Łodzi Towarzystwo Zachęty Wyścigów Konnych.
Skupiało ono elitę miasta m.in. bogatych przemysłowców: Heinzla, Poznańskiego, Johna, Geyera, Barcińskiego. W gronie tym również znajdowali się polscy hrabiowie, m.in. Skarbek, Potocki, Zamoyski. 

Łódzka burżuazja miała w sobie żyłkę sportową i aspiracje dołączenia do elit. Nic bardziej nie nadawało się do awansu społecznego jak konne wyścigi. Pierwszy łódzki tor miał powstać na terenach Julianowa i Marysina. Ostatecznie wybrano teren pól w niedalekiej Rudzie Pabianickiej (dziś kwartał ulic: Wyścigowa, Długa, Konna i Ksawerowska).

I tak oto w 1902 roku powstał hipodrom, na którym odbywały się regularne zawody ściągające tłumy nie tylko z okolicy, ale i z Łodzi, Warszawy i innych miast. Pierwsze zawody jeździeckie o charakterze towarzyskim, na nieutwardzonym jeszcze torze odbyły się na polach folwarku Ruda Pabianicka właśnie w 1902 roku. Kilka tygodni później, 3 czerwca, odbyła się tam słynna impreza z udziałem czołowych rodów fabrykanckich: Scheiblerów, Kunitzerów, Eisertów, Geyerów, Schweikertów, Silbersteinów, Poznańskich oraz Enderów i Kruschów z pobliskich Pabianic. Panowie obstawiali gonitwy swoich koni, a panie w wytwornych toaletach w ramach corsa pokazały się w 25 przystrojonych kwiatami powozach. Dochód z zabawy przeznaczono na rzecz Łódzkiego Chrześcijańskiego Towarzystwa Dobroczynności. Również ważnym zadaniem wyścigów prócz zapewnienia rozrywki było dostarczanie poważnych środków finansowych Ministerstwu Rolnictwa na popieranie hodowli koni. Aby wygrać Wielki Łódzki Steeple Chase z nagrodą 5000 złotych na dystansie 4800 m, na zawody przyjeżdżali najlepsi jokeje z Polski ze swoimi championami.
W 1905 r. zawodów zaniechano ze względu na wybuch rewolucji. Powrócono do nich w 1907 r. - na tor wyścigowy z prawdziwego zdarzenia, utwardzony i z trybunami.

Za sprawą inżyniera Gerlicza, dyrektor łódzkich tramwajów dojazdowych w 1928 roku  od ul. Pabianickiej, obecnymi ulicami Długą i Wyścigową doprowadzono szyny tramwajowe do samego hipodromu aby ułatwić dojazd widzom specjalnym tramwajem. Goście przyjeżdżali również na to wydarzenie powozami, bryczkami a ci najbardziej zamożni własnymi autami. Publiczność przychodziła tłumnie, bo na wyścigach trzeba było się pokazać i „obstawić” gonitwę.
Na terenie hipodromu można było napić się kawy i herbaty w bufecie. Goście mieli również, za drobna opłatą, możliwość popływania łódkami po stawie znajdującym się w parku przy budynku zarządu. Teren wyścigów był miejscem spotkań łódzkiej elity oraz bogatych przedsiębiorców z Rudy takich jak rodziny Obermanów, Kiorhassanów, Łapczyńskich, Niewiejskich, Stefańskich i Kołakowskich.

Warto przytoczyć za Wacławem Pawlakiem opis wyścigów pióra łódzkiego dziennikarza Zygmunta Bartkiewicza: „Mają kolor te łódzkie wyścigi. Barwne choć nie zawsze z dobrym gustem ustrojone panie, ogniste kurtki panów dżokejów, połyskliwe końskie kadłuby. Nad nimi pełnia powietrza i blasków, spodem przestrzeń zieleni. Pań urodziwych a nawet wdzięcznych w mowie i ruchach na tym nowym torze sporo. I młodych, i świeżych, i niewinnych i winnych. A obok mężowie i ojcowie. Gwar na trybunie sędziów i prasy. Zatargów i nieporozumień mnóstwo, bo z różnych żywiołów zebrany tłum, trudno się godzi. Rojno szumnie i gwarno. Piwno, szampańsko. Dziedzice firmy i fortuny rozprawiają przy bufecie szeroko. Od czasu do czasu „witz" jakiś w tłumie padnie, grzmot śmiechów go wita".

Wybuch I wojny światowej w 1914 r. przerwał działalność rudzkiego toru wyścigów konnych. Ponownie został on otworzony dopiero w 1926 r. Inaugurację sezonu swoją osobą zaszczycił światowej sławy jeździec płk Karol Rómmel (brat gen. Juliusza Rómmla)

Dodatkową atrakcją hipodromu był totalizator, którego obroty sięgały nawet 60 tys. zł. z jednej gonitwy. Bilety wstępu na tor były bardzo drogie i nie każdego było stać na taką rozrywkę. Gapiów od toru oddzielał wysoki płot ze ściśle ułożonych desek, a teren dookoła był pilnowany przez konnych policjantów.

Chociaż tor w Rudzie Pabianickiej i odbywające się tutaj zawody nie mogły konkurować z tymi ze Służewca, sprawiały niemało frajdy okolicznym mieszkańcom. W filmie Mikołaja Czekalskiego "Galopem poprzez trawę" Wacław Fisiak, dawny bywalec wyścigów w Rudzie, wspomina: "Tu był pusty teren i na nim tory wyścigowe. Na środku pasły się krowy. Wokół był płot drewniany. Osoby, które nie mogły sobie pozwolić na wejście na imprezę, wchodziły na płot i oglądały ją z płotu"

Nadszedł 1939 r., wybuch II wojny światowej, tor wyścigów konnych w Rudzie Pabianickiej po raz kolejny zawiesił swoją działalność, niestety już na zawsze. Po zakończeniu wojny nie reaktywowano działalności hipodromu. Budynki stajenne adoptowano na mieszkania a na gruntach toru urządzono szkółkę leśną.
Obecnie jest to teren zaniedbany a budynki zarządu są w całkowitej ruinie. 

Film dostępny pod linkiem www.galopemprzeztrawe.pl
W obrazie wykorzystano przedwojenne fragmenty filmu z archiwum Piotra Zygmunta Kołakowskiego.