Łódzka Organizacja Turystyczna

Francuski tygodnik Le Figaro Magazine opisuje Łódź

Francuski tygodnik Le Figaro opisuje na swoich łamach Łódź jako miasto „kilometrów cegieł, fabryk rozległych niczym cysterny, krzykliwych pałaców z nadmiernie wymieszanymi stylami”, którego nowy, kolorowy styl życia jeszcze bardziej oddala od postindustrialnej szarości.

Przesyłamy pełen tekst tłumaczenia z języka francuskiego.

Polska. Łódź stolicą kina.

Trzecie co do wielkości polskie miasto do dziś nazywane jest "Manchesterem wschodu". Dawna stolica włókiennictwa znana jest także ze swojej cenionej nie tylko w kraju ale i na świecie szkoły filmowej i licznych studiów nagraniowych. Pomiędzy przemysłowymi zbytkami przeszłości nadal można  znaleźć pałace nietknięte czasem i wojną, a budynki znane z ostatniego hitu "Pollywood" (polski Bollywood) pokazują kreatywność w całym tego słowa znaczeniu.

Autor: Beatrice Debras (tekst) i Eric MartinLe Figaro Magazine (zdjęcia).

Kilometry czerwonej cegły, fabryki przypominające wielkie koszary, krzykliwe pałace z zadziwiającą niektórych mieszaniną stylów... Wreszcie pewnego rodzaju niesamowity klimat i osobliwość jak z filmów Davida Lyncha... Łódź naprawdę ma wiele do zaoferowania. Trzecie co do wielkości miasto w kraju leżące 130 km na południowy zachód od Warszawy nie ma centrum w ścisłym tego słowa znaczeniu ani głównego placu, ale ma swój legendarny filar -  Piotrkowską. Mający ponad 4 km długości deptak oferuje swój własny Walk of Fame, łódzki ukłon w stronę Hollywood pod fasadami Art Nouveau. Spotkać tu można liczne dziedzińce pełne prawdziwych skarbów: kina na świeżym powietrzu, niesamowite murale i setki tysięcy małych luster przyklejonych na ścianach budynków (pasaż Róży, słynne dzieło Joanny Rajkowskiej)... Są też jednak wysłużone budynki które czeka renowacja, a dawne fabryki już wkrótce odzyskają dawny blask z przeszłości.

Nazywana ,,polskim Manchesterem’’ Łódź  w roku 1820 stała się ośrodkiem  przemysłu włókienniczego. To początkowo małe miasteczko liczące około 800 osób sto lat później rozrosło się do  600 000 mieszkańców.  Polski, rosyjski, niemiecki i żydowski tworzą razem język „czterech kultur”, słyszany pomiędzy mechanicznym hałasem  maszyn tkackich. Nowe fabryki powstają dosłownie w mgnieniu oka i równie szybko znikają w płomieniach. Szaleństwo ogarnia miasto, czuć zapach węgla i krwi.

„Życie samo w sobie nie ma żadnej większej wartości - liczą się tylko łatwe i najlepiej szybkie pieniądze" - tak właśnie Władysław Raymont (polski Emil Zola), zdobywca  literackiej nagrody Nobla opisuje Łódź w swojej książce „Ziemia obiecana”, sfilmowanej przez Andrzeja Wajdę. Odnajdujemy w niej postacie wielkich fabrykantów - Karola Schreibera i Izraela Poznańskiego - budujących swoje fabryki, swoiste "miasta w miastach" (domy robotnicze, szpital, remiza strażacka, kościół, elektrownia). Ci dwaj patroni uczestniczą z rozmachem w rozwoju kulturalnym Łodzi. Być może słyszeli pierwsze nuty młodego miejscowego pianisty, znanego w późniejszym czasie Artura Rubinsteina.

Elektrownia, która stała się miejscem kulturalnym

Początek XX wieku przepełniony jest bankructwami i robotniczymi rewolucjami. Kiedy nadeszła II wojna światowa Łódź została pogrążona się w ciemnościach III rzeszy. W mieście żyło wtedy 230 000 Żydów. Największe w Polsce (zaraz po Warszawie) getto pomieściło ich ponad 160 000. Bardzo niewielu przeżyło roboty przymusowe  i obozy koncentracyjne.

Przemysł włókienniczy odradza się w grozie i upada wraz z upadkiem komunizmu. Bezrobocie gwałtowanie rośnie. Ponure twarze mieszkańców pasują do szarych i smutnych fasad budynków. Jednak to w samym środku przemysłowego pustkowia odradza się życie. Wyczuwając niesamowity potencjał francuska firma Apsys kupuje i odnawia dawną fabrykę. Ta, przemianowana na Manufakturę otwarta została w 2006 roku oferując centrum handlowe, hotel, liczne restauracje, kino, teatr czy muzeum sztuk współczesnych... Kompleks staje się magnesem i swego rodzaju centrum miasta którego długo brakowało w Łodzi. To pierwszy zwiastun odrodzenia.

Takapara jest jedną z najbardziej przykuwających uwagę marek modowych. Te produkowane w Łodzi skarpetki są wyjątkowo wesołe i kolorowe, a składają się z par pozornie niedopasowanych. Są modna lokalna marka. Jej założyciel Łukasz Milanowski doskonale mówi po francusku z południowym akcentem. "Zawsze płaczemy dwa razy – tuż po przyjeździe i po wyjeździe stąd. Czyż to miasto nie jest piękne? Ma w sobie coś niesamowitego i przyciągającego. Wiedziało jak wykorzystać swą przemysłową przeszłość do budowania swojej przyszłości To rzadkość w Polsce gdzie wolimy zrównać historię z ziemią i zapomnieć". Łódź zainspiruje i  patrzy w przyszłość. Stary dworzec otrzymał zupełnie nową oprawę, której nie powstydziłby się sam King’s Cross w Londynie. Znajduje się tuż za EC1, pierwszą elektrownią miasta (1906) zmienioną w centrum kultury nauki i technologii. W tym kompleksie o zawrotnych rozmiarach znajdzie się niedługo również muzeum komiksów. Nowe centrum miasta będzie właśnie tam.

Olbrzymie dotacje na renowacje.

Łódź ma marzenia tak wielkie jak sny. Kreacja w szerokim znaczeniu tego słowa jest słowem kluczowym. Centrum Artystyczne Łodzi (Łódź Art Center) mieści się w dzielnicach dawnych magazynów. Michał Piernikowski przypomina początki sięgające 30 lat wstecz: "Byłem socjologiem i wraz z przyjaciółmi chcieliśmy uwiecznić postkomunistyczne zmiany naszego dotkniętego klęską miasta. Chcieliśmy zorganizować festiwal fotografii. Miasto przyznało nam budynki bez okien i ogrzewania". Później olbrzymie dotacje. Miejsca te zostały odnowione w niesamowitym stylu. Rodzi się tu bardzo dużo projektów, między innymi Łódź Design Festival w 2007 którego czele stoi właśnie Michał Piernikowski. Zauważa on, że: "Pierwsza edycja polegała na pokazaniu mody krajowej. Wydaje się, że ona zupełnie zaniknęła. Jednakże miała swoje dni chwały przede wszystkim w latach 1950-1960.”

Dowodem tego jest Fotel 366 narysowany przez Józefa Chierowskiego i wznowiony niedawno przez 366 Concept w łódzkim centrum sztuki (Łódź Art Center). Od tamtej pory marka rozwija się ekspresowo. Jej współtwórca, Maciek Cypryk, mówi: "Ponad pół miliona sztuk fotelu 366 zostało wyprodukowanych w 1960r. Wie o tym każdy Polak. Dzisiaj ludzie poniżej 40-go roku życia doceniają jego design i nie kojarzą go z trudnym okresem. Wpływają także na swoich rodziców, którzy z kolei patrzą na to inaczej. Jeszcze wczoraj wstydziliśmy się tego mebla tak samo jak opuszczonych fabryk Łodzi. Dzisiaj zdajemy sobie sprawę z jego wartości… inaczej interpretujemy przeszłość".

Także Tartaruga, marka dywanów wspierana przez Łódź Art Center sprawia, że stare krosna tkackie zaczynają rozbrzmiewać dawnym głosem. Młodzi projektanci uczyli się obsługi tych urządzeń na YouTube z powodu braku instrukcji obsługi w języku polskim. "Nasze techniki są starodawne ale nasz design współczesny i jak najbardziej przyjazny dla środowiska. Przenosimy dawne tradycje do XXI wieku".

W sąsiedztwie fabryk ekstrawaganckie „pałace” 

Nowe pokolenie odkrywa miasto na swój własny sposób i odnawia fabryki z wiekowych cegieł. Świetnym przykładem jest tu np. OFF Piotrowska, Monopolis, Księży Młyn, Biała Fabryka i wiele innych, które stały się  modnymi knajpkami, designerskimi studiami, loftami, biurami, muzeami, teatrami i salami wystawowymi… W sąsiedztwie fabryk spotkać możemy pałace, wystawne posiadłości i domy wielkich fabrykantów.

"Polski luwr” został wybudowany w 1901 przez zamożnego Izraela Poznańskiego. Wg legendy architekt spytał fabrykanta o jakim stylu marzy, na co usłyszał wypowiedziane z gracją "Pan traci mój czas! Mogę sobie pozwolić na wszystkie style!" Słowo się rzekło. Powstała mieszanka stylów takich jak rococco, Art nouveau i renesansu króluje do dziś w niedawno odnowionym muzeum miasta w Łodzi.

Inne pałace pełne są pięknych niespodzianek – np. Akademia Muzyczna otoczona licznymi intarsjami i kolorowymi witrażami. Z powodu braku miejsca dla studentów obok został wzniesiony zupełnie nowy budynek. Jego szklana fasada odbija sąsiadujące z nią stare kamienie. Spotykamy tam młodego studenta, Piotra Wróblewskiego i jego skrzypce (w rodzinie od 200 lat). Wyobraża  sobie, że zostanie profesorem muzyki i mówi "melodia pomaga w czuciu emocji, żeby szerzej patrzeć na świat i by być szczęśliwym. Łódź tego potrzebuje. Ma ona jedno oblicze - złe - mimo licznych prac remontowych i wykończeniowych. Ludzie tutaj wydają mi się wrażliwi na smutek bardziej niż gdzie indziej. Łódź ma tą melancholię miast zniszczonych przez historię. Nie jest to doceniane na pierwszy rzut oka, ale w pyle ziemi niczyjej między cegłami można wyczytać poezję".

Otwieramy drzwi muzeów, miedzy innymi  MS1 leżącego między pałacem a budynkiem współczesnym, w którym mieści się sala neoplastyczna zaprojektowana przez artystę Władysława Strzemińskiego - zniszczona w latach 1950 za niezgodność z socializmem realistycznym.

Człowiek ten nieznany we Francji, spotykał się z Malevitchem , Kandinskym i Chagallem oraz stworzył pierwsze muzeum sztuki współczesnej polskiej w Łodzi. W "Niebieskich kwiatach", najnowszym filmie Andrzeja Wajdy, Strzemiński przeciwstawia się komunistycznej dyktaturze, przedkładając artystyczną uczciwość nad kolaborację z reżimem.

Śladami wielkich realizatorów polskich.

Andrzeja Wajdę łączyła z miastem szczególna więź. Nakręcił tu kilka filmów i studiował w założonej w 1948 roku prestiżowej szkole filmowej. W tym robotniczym mieście komuniści widzieli  sposób na kręcenie filmów propagandowych. Nie licząc ojców założycieli szkoły, którzy postrzegali kino jako formę sztuki - mówi Marcin Malatyński, dyrektor ds. kontaktów międzynarodowych i producent szkoły.

"Oni znosili presje, ale pozostawali relatywnie wolni. Szkoła była oazą kulturalną w epoce żelaznej kurtyny. Oglądaliśmy tam filmy zagraniczne ocenzurowane w Polsce. Samochód dyplomatyczny ambasady Stanów Zjednoczonych przywoził w nocy filmy i odjeżdżał nazajutrz, tuż przed wschodem słońca. Powstała tutaj pierwsza jazzowa grupa kraju. Ta muzyka była zabroniona".

Zainstalowana w byłej posiadłości bogatego przemysłowca ostatniego wieku szkoła założyła swoje kino w sali balowej. Nic się od tego czasu nie zmieniło -nawet orzeł Rosji carskiej, który roztwiera w zwrocie ku historii swoje skrzydła na suficie. Wychodząc Marcin Malatynski , zatrzymuje się na schodach uśmiechając się "To są schody najważniejsze na wschodzie, po tych z Odessy, w le Cuirassé Potemkine. To tutaj Wajda, Krzysztof Kieślowski i Roman Polański bawili się skacząc z najwyższego schodka. To tutaj się rodziły ich pomysły". Najwięksi polscy realizatorzy wyszli z tej szkoły, która kontynuuje naukę licznych talentów. Czy to miasto o dekoracji kinowej które tak się podoba Davidowi Lynchowi pchnęło Bartosza Kosowskiego do afiszy filmowych? Niekoniecznie. Magister literatury angielskiej w kieszeni, idzie w kierunku grafiki i ilustracji. Realizuje plakat do filmu ,, Lolita”, duży plan który sugeruje również obraz pod kątem seksualnym. To proste i działa . To będzie jego trampolina. Obdarzony nagrodami podpisuje współpracę z Netflixem (The Old Guard), Canal +, Orange... "Robię afisze filmów na festiwale filmowe, odwrotnie niż dzieła dla szerokiej publiczności"- precyzuje.

Szkoła renomowana na całym świecie. 

Pracuje on także z galeriami amerykańskimi, które kupują prawa do filmów i edytują afisze. Sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Bartosz Kosowski dorastał w dobrym miejscu. Polska szkoła Bartosz Kosowski The Old Guardest renomowany na całym świecie nawet jeśli jego złoty wiek przypadł na lata 1950-1960. W większości przypadków artyści tej epoki nie oglądali filmów do których rysowali afisze przez brak czasu albo zakaz władz. Byli więc wolni w swej twórczości. Wiadomość musiała być szybka i łatwa do zrozumienia, ale zawierała często dwa "poziomy"  by obejść cenzurę.

To odrodzenie ilustracji i grafiki widzimy u Pangolin, drukarni powstałej w 2020. Jej młoda twórczyni mówi że "od 3-4 lat scena utalentowanych artystów i ilustratorów kwitnie w Łodzi. Przyciąga wielkie marki które współpracują ze sobą coraz więcej. To jest nowe". Miasto odżywa w rysunku. Zresztą zachowało kulturę malarstwa ściennego reklamowego w wielkim formacie. Wczoraj, w epoce żelaznej kurtyny to malarstwo zakrywało fasady by chwalić się produktem a nie marką. Dzisiaj nowe, olbrzymie rysunki oddają miastu kolory . Każdego dnia oddala się ono od szarości postprzemysłowej. Łódź odradza się z prochów. 

Bérénice Debras

 

Powiązane pliki