#ŁÓDŹzKANAPY: Z Jasieniowym nurtem

Spośród wszystkich lokalnych rzek, to właśnie Jasień najbardziej wpłynął na rozwój przemysłowy Łodzi. I to także on ma dziś do zaoferowania najciekawszą opowieść o mieście, zarówno o jego przeszłości, jak i współczesności. W ramach spaceru #ŁÓDŹzKANAPY tym razem zapraszamy na nietypową, pełną urokliwych krajobrazów, wędrówkę szlakiem jasieniowej strugi.

Park nad Jasieniem -  fot. K. Olkusz
Park nad Jasieniem , fot. K. Olkusz

O łódzkich rzekach zwykło się mówić, trochę ironicznie, w kategoriach legend i pieśni minionych. Narosło wokół nich nieco przekłamań, jak choćby to, że są przykryte ulicami i nie da się ich zobaczyć. Niektórzy kpią, że nawet te odkryte ciężko ujrzeć. Czas rozprawić się z kilkoma mitami. Przy okazji to także atrakcyjna propozycja dla miłośników nieco bardziej wymagających tras.

W zamierzchłych czasach, kiedy James Watt jeszcze nie śnił o maszynach parowych, źródła Jasienia znajdowały się pod wzgórzami na Stokach. Być może prezentowały się bardziej malowniczo niż jego współczesny początek, którym jest… kolektor deszczowy. Usytuowany jest on poniżej skrzyżowania ulic Giewont i Pomorskiej. To właśnie tutaj rozpoczyna się historia rzeczki, która swoją wodą zasilała największą ilość młynów (aż pięć!) na terenach dzisiejszej Łodzi i nad którą najwięcej fabryk powstało. Dość wymienić Widzewską Manufakturę Kunitzera, Nową Tkalnię Scheiblera i Grohmanna, czy Białą Fabrykę Geyera.

Henryków – bo tak się nazywa ta część miasta, gdzie możemy zobaczyć koryto strugi – to dawna wieś, granicząca z posiadłościami rodu Stokowskich. Do dziś zachował się rustykalny charakter osady – dominują pola uprawne, zaś tutejsze ulice to zwykłe piaszczyste drogi. Widoczne blokowisko Widzew-Wschód doskonale uwidacznia kontrast pomiędzy osiedlami.

Patrząc na wąskie koryto Jasienia, który w swoim górnym biegu pojawia się okresowo, trudno uwierzyć, że jeszcze w 1825 r., kiedy Stanisław Staszic wizytował te rejony, woda tutaj osiągała głębokość 1 metra! Co więcej, na długości 2,1 km spadek nurtu wynosił – uwaga! – 17 metrów! Nic zatem dziwnego, że tak chętnie budowano nad rzeką młyny – pierwszy, Araszt, był niecałe 2 km od źródeł. Pamiątką po nim jest staw w Parku Widzewskim, sąsiadujący z jednym z najpopularniejszych kąpielisk w Łodzi, powstałą w 1952 r. Anilaną (pierwotnie działał tu Klub Sportowy Unia Łódź).

Podążając tropem parków i fabryk, nie opuszczamy doliny Jasienia. Pierwszy duży kompleks włókienniczy, który znajduje się w sąsiedztwie rzeki to wspomniana Widzewska Manufaktura (w skrócie Wi-Ma). Pochodząca z 1879 r. fabryka Juliusza Kunitzera, niebawem przekształcona zostanie w centrum biurowo-handlowo-mieszkaniowe. Do dziś imponuje rozmach z jakim postawiono zakład, w którego sąsiedztwie - wzorem innych założeń robotniczo-fabrycznych – zbudowano domy dla pracowników. W przeciwieństwie jednak do słynnego Księżego Młyna, czy położonego nieopodal Grembacha, te kunitzerowskie były drewniane.

Dzisiejszy Jasień, płynący miejscami podziemnym kanałem, bywał w przeszłości rzeczką bardzo kapryśną.Świadczy o tym powódź, jaką wywołał w kwietniu 1935 r. Podtopił wtedy domy pracownicze, których w konsekwencji część trzeba było rozebrać. Te zaś, które przetrwały, zniknęły z krajobrazu widzewskiego na przełomie lat 60. i 70. XX wieku.

Nieopodal Wi-Ma znajduje się Park nad Jasieniem – i tam ponownie można ujrzeć płynącą strugę. Tworzy ona malowniczy staw sąsiadujący z dawnym folwarkiem króla bawełny, czyli Karola Wilhelma Scheiblera. Prawdziwą sensację w 2011 r. wywołało odkrycie na terenie zabudowań pofolwarcznych drewnianych fragmentów, pochodzących z XV-XVI wieku. Okazały się one pozostałościami młyna, zwanego wójtowskim, i należą prawdopodobnie do najstarszych zachowanych reliktów Łodzi przedprzemysłowej.

Wędrując dalej, spacerujemy po Księżym Młynie (przewodnik znajdziecie tutaj) oraz docieramy do terenów należących niegdyś do Ludwika Geyera, pierwszego prawdziwego lodzermenscha. Jego posiadłości wodno-fabryczne opisaliśmy w poprzednim spacerze. Pojawia się jednak pytanie: gdzie Jasień? Czy poza stawami możemy go ponownie zobaczyć?

Nieopodal legendarnego targowiska Górniak, unieśmiertelnionego w kultowej komedii „Kingsajz” Juliusza Machulskiego, Jasień wypływa na powierzchnię i już pod nią więcej nie znika. Płynie betonowym kanałem, przecinając arterie Alei Politechniki oraz Aleję Jana Pawła II. Omija tereny dawnego osiedla cygańskiego w okolicach ulicy Cieszkowskiego, rozdziela sielskie tereny Starego Rokicia od przemysłowych Nowych Sadów. Ciekawostką są dwa niedokończone mosty nad rzeką. To ponoć pozostałość po planach trasy tramwajowej, której nigdy nie wytyczono.

Pod koniec swojego biegu Jasień odkrywa jeszcze na moment swoje dzikie oblicze: po przyjęciu dopływu, rzeczki Karolewki, przez krótki odcinek płynie on nieuregulowanym korytem. Tutaj uwidacznia się dawny charakter rzeki, zaś okoliczny las stanowi świetne miejsce rekreacyjne.  Niestety, na wysokości ulicy Prądzyńskiego, znów ujęty w kanał, zwalnia bieg i wolno kieruje się do swojego ujścia, do rzeki Ner.

Na sam koniec dobra rada dla miłośników Kubusia Puchatka i gry w „misie-patysie”: jeśli znalazłszy się u zbiegu rzek Jasień i Ner przyjedzie Wam do głowy żeby w nie zagrać, to nigdy-przenigdy nie wrzucajcie patyczków do tej pierwszej! Choćbyście nie wiadomo jak blisko niej się znajdowali. Popatrzcie na nurt! Przegracie.